© 2009 - 2017 Liga Biblijna w Polsce Polityka cookies | realizacja medox.pl

altBóg w swej łasce dał mi wiele radości, gdy na własne oczy mogłem oglądać jak moja mamuzia przyjmuje chrzest wiary. Sam chrzest to wielka radość, ale w tych okolicznościach był finałem wytrwałych modlitw, żeby jej chrzest był w ogóle możliwy. To niesamowite, co czyni Bóg, gdy my robimy to, co mamy robić.  To świadectwo pisaliśmy wspólnie moimi rękoma, było przy tym sporo łez, ale też i radości i modlitwy.

Urodziłam się i wychowałam w rodzinie katolickiej. Moja mama była kiedyś osobą tradycyjnie religijną i starała się nam wszystkim (miałam pięcioro rodzeństwa) przekazać takie wartości. Bardzo szybko założyłam własną rodzinę, szybko też pojawiły się starsze dzieci. Problemy w małżeństwie (picie męża) i mnóstwo stresu sprawiły, że moje serce zatwardziło się na Boga zupełnie. Po latach, gdy dzieci podrosły, dwójka moich synów została świadkami Jehowy. Nie podzielałam ich poglądów, ale byli już pełnoletni i sami mogli decydować. Zachowanie synów wcale mi nie pomagało zmienić stosunku do Boga. Widziałam ich fanatyzm, zapominali o wszystkim i wszystkich. Nowa religia stała się najważniejsza.

Kolejne lata jeszcze bardziej mnie zatwardziły. Uznałam, że Boga nie ma, a wszelkie próby rozmów synów ze mną stanowczo ucinałam. Mój obraz Boga to obraz kogoś, kto dzielił i zabierał. Dzieci dorosły, wyszły z domu ja też próbowałam sobie jakoś życie ułożyć. Nie zaznałam miłości, więc dalej się zatwardzałam. Mówiłam, że nie wierzę w Boga, ale tak naprawdę miałam do Niego tylko żal. Za nieudane własne życie, za złe relacje z dziećmi, których mi po części zabrał.

Obracałam się wśród osób, które nie tylko były ateistycznie nastawione, ale nawet szydziły z Boga. Dla nich tylko głupi ograniczony człowiek mógł dać się nabrać na Boga. Z czasem sama nasiąknęłam takim sposobem myślenia i życia.

Po dwudziestu latach w organizacji świadków mój najstarszy syn opuścił jej szeregi. Jako matka bałam się o niego. Po pewnym czasie rozpadło się jego małżeństwo, a żona wzięła z nim rozwód. Tak po ludzku martwiłam się o Darka, ale z czasem zaczęłam zauważać zmiany w jego życiu. To były dla mnie dziwne zmiany. On nie tylko mówił, ale widziałam, że jest szczęśliwy, a chyba tego nie można udawać przed matką. Cieszyłam się, bo w pewnym sensie odzyskałam dziecko. Syn często mnie odwiedzał (wcześniej nie miał na to czasu), mówił mi o Bogu, ale w zupełnie inny sposób niż wcześniej będąc świadkiem. Nie przekonywał mnie na siłę, ale mówił o tym, co Bóg czyni w jego życiu. Często powtarzał, że Bóg jest dobry.

Kłóciło się to z moim obrazem Boga, ale nie przyznając tego, chętniej zaczęłam o tym Bogu słuchać. Syn rozmawiał z moim przyjacielem i widziałam jak Heniek obraża i naśmiewa się z Darka, a on pomimo tego był dla niego miły i cierpliwie znosił przykre traktowanie. Gdy Heniek trafił do szpitala, jego dzieci były zbyt zajęte, aby odwiedzać ojca. Darek, na prośbę odwiedzał go w szpitalu. Potem dowiedziałam się, że tam łatwiej im się rozmawiało o Bogu. Gdy pytałam syna, co sprawiło tą zmianę mówił: Słowo Boże, słowa Pana Jezusa dają mi siłę. Opowiadał przytaczając różne fragmenty z Biblii. Najczęściej słyszałam słowa: Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie" Filipian 4:13. Wiedziałam i widziałam, że te słowa z Biblii były dla niego prawdą. Niedługo potem przyszedł dla mnie czas próby. Zachorowałam, a diagnoza brzmiała jak wyrok: rak.

Leżąc w szpitalu przypomniałam sobie jak Darek zachęcał mnie, żebym spróbowała – gdy tylko będzie mi ciężko – pomodlić się do Boga. Zrobiłam to. Pomodliłam się krótko: Boże, jeśli jesteś, pokaż mi proszę jak mam w Ciebie wierzyć, bo zostało mi niewiele życia. Gdy skończyłam zauważyłam, że opuścił mnie lęk, przestałam się bać i nabrałam ochoty do życia. Gdy Darek odwiedził mnie w szpitalu, pierwszy raz modliliśmy się razem. Choć lekarze nie dawali mi nadziei miałam w sercu pokój, wiedziałam, że nie jestem już sama. Bóg w swej łasce umocnił mnie i po wyjściu ze szpitala mogłam być kilka razy w gronie chrześcijan czy to na niedzielnym nabożeństwie, czy na grupie biblijnej. Poznałam wielu niesamowitych ludzi, dowiedziałam się, że modlą się o mnie od kilku miesięcy. Poczułam taką wieź z osobami, które poznawałam i wiem, że jej źródłem był Bóg, inny od tego jakiego sobie sama ulepiłam.

Mój stan się pogorszył, choroba położyła mnie do łóżka. Syn czytał ze mną ewangelię Jana. W tej podróży mogłam zobaczyć i poznać Pana Jezusa takim, jakim chce być dla mnie. To było niesamowite. Na koniec przewodnika pomodliłam się oddając Jemu swoje życie. Nie zrozumcie mnie źle, ale byłam wdzięczna Bogu za raka, bez którego nigdy nie zaczęłabym Go szukać. Dostałam w prezencie Nowy Testament, który zaczęłam czytać nie jako zwykłą książkę, ale list od niesamowitego przyjaciela. Jego lektura i myśli z kolejnego przewodnika uświadomiły mi jeszcze bardziej moje grzechy. Nie wiem czy wszyscy tak mają, ale ja prosiłam Ducha Świętego, aby mi przypominał te grzechy, których Panu Jezusowi jeszcze nie wyznałam. On to czynił. Płakałam, gdy w odpowiedzi przychodziły mi sytuacje i osoby o których już zapomniałam. Zaraz też prosiłam Ojca, aby krew mojego Zbawiciela obmyła mnie z tych grzechów. Potem dostałam całe Pismo Święte i choć przed laty próbowałam je czytać, to musiałam je odłożyć na półkę nic z niego nie rozumiejąc. Teraz już wiedziałam, a Duch mnie w tym prowadził, jak ważne jest rozmyślanie nad Słowem, zadawanie pytań… Kiedyś widziałam w opisach ST tylko przelewanie krwi i wojny, dziś Bóg pokazywał mi swoją miłość i grzeszników, którzy ją odrzucali. Pokazał mi, że jestem taką samą grzesznicą.

Moja choroba się nasiliła. Złamanie patologiczne kręgosłupa i miednicy spowodowały taki ból, że umieszczono mnie w hospicjum. Tam, zgodnie z opinią lekarzy, miałam umrzeć dwa lata temu. Bardzo pragnęłam się też ochrzcić, już wiedziałam, czym jest chrzest i wiedziałam, że to pragnienie jest od Ojca. Bóg ponownie okazał mi swoją łaskę, wysłuchiwał mnie i mój stan zdrowia (który był przeszkodą) zaczął się poprawiać. Zaczęłam wstawać z łóżka, a lekarze dziwili się, że kości mi się pozrastały i nie było nowych złamań. Z czasem się dowiedziałam od dzieci, że miałam odwapnienie kości czaszki na szerokość 9mm i zgodnie z diagnozą miała otworzyć się mi czaszka). Z powodu mojego stanu zdrowia wypisano mnie z hospicjum (nie wiem czy kiedykolwiek mieli taki przypadek). Wiedziałam już nie ze słyszenia, ale z osobistych przeżyć, że Bóg wysłuchuje modlitwy. Bardzo lubię czytać Psalmy. To w nich w wielu miejscach znajduję tą prawdę.

Po pewnym czasie jednak rak się ponownie odezwał. Mój szpik przestał produkować krew i trafiłam do szpitala z hemoglobiną na poziomie 3,2 g/dl. Odtąd, co dwa tygodnie lub częściej, musiałam jeździć do szpitala na toczenie krwi. Pogorszył się też stan moich oczu, bo zaćma zupełnie uniemożliwiła mi czytanie Biblii. Z powodu osłabienia leżałam w łóżku bez możliwości czytania. I tak całymi dniami przez 1,5 roku. Nie byłam jednak przygnębiona, bo nie byłam sama. Nie patrzałam na to, czego nie mogę, ale skupiłam się na tym, co mogę. Zaczęłam się całymi dniami modlić o chorych, których znałam, o niezbawionych członków rodziny... Z czasem syn „przynosił” mi różne osoby o które mogłam się modlić. Takiej chorej osobie jak ja dobry Bóg dał służbę w której mogłam pomagać innym. Nie zapominałam też o moim pragnieniu chrztu. Wiedziałam, że skoro Bóg dał mi takie pragnienie, to też je spełni. Przypominały mi się często powtarzane słowa Darka z Filipian 4:13 – ja też mogłam wszystko znosić dzięki Panu Jezusowi który mnie wzmacniał.

Po 9 miesiącach mój szpik zaczął produkować krew, hemoglobina zaczęła rosnąć. Lekarz, który moim dzieciom mówił, „aby mnie otoczyli miłością, bo odchodzę”, gdy do niego pojechałam naprzemiennie używał słów: „nieprawdopodobne, niemożliwe, to cud”. Dziwnie to było słyszeć od człowieka, który nie wierzy, może Bóg chciał mnie przez to umocnić w większym zaufaniu Jemu? Poprawa zdrowia dała mi możliwość operowania oka. Dzięki temu już mogę sama czytać moją ulubioną książkę. 

Bóg wysłuchał też moich modlitw i 24.07.2016 przyjęłam chrzest wiary. Dzisiaj mogę zaświadczyć wszystkim, że Bóg wysłuchuje modlitw. Modlę się nadal, aby Pan pozwolił mi oglądać nawrócenie wszystkich moich dzieci (jeden syn i córka już oddali swoje życie Bogu) i wielu innych osób, bo wiem, że Bóg wysłuchuje.

Basia

Liga Biblijna w Polsce
Aleja Warszawska 352
39-400 Tarnobrzeg

Konto misyjne
PLN: BZWBK 59 1090 2750 0000 0001 3413 8560
EU: BZWBK PL 43 1090 2750 0000 0001 3413 8460
GBP: BZWBK PL 89 1090 2750 0000 0001 3413 8505
USD: BZWBK PL 31 1090 2750 0000 0001 3413 8482
SWIFT: WBKPPLPP

© 2009 - 2017 Liga Biblijna w Polsce Polityka cookies | realizacja medox.pl