© 2009 - 2020 Liga Biblijna w Polsce Polityka prywatności | Polityka cookies
realizacja medox.pl


alt...Pracowaliśmy jeszcze szybciej i jeszcze mocniej, aby uratować jak najwięcej. Jakby w transie, nie zastanawiając się nad tym, że jeżeli woda przeleje się przez drogę, odetnie nam ucieczkę. Dwa z czterech samochodów były już pełne. Odstawiliśmy je na wyżej położoną drogę. W jednym z nich siedział szwagier, który zauważył, że woda dotarła już do drogi i zaczyna się gwałtownie podnosić. Ostatni sygnał, że nasz czas się skończył.

Trzeba było uciekać...

Być może wielu z pośród Was otrzymało już relację o sytuacji związanej z powodzią, jaka spotkała Ligę Biblijną w Tarnobrzegu, oraz sąsiadujący z biurem nasz dom. Choć od momentu, w którym woda wdarła się nasz teren minęło już kilka dni, wciąż jesteśmy pod wrażeniem tego, co tutaj się działo. Dzielę się z Wami „na gorąco” tym, czego nauczyła nas ta sytuacja.

Możemy mieć wielki wpływ na życie innych ludzi.
Jako pracownicy Ligi Biblijnej od kilku dni śledziliśmy uważnie informacje o narastającym poziomie wody w Wiśle płynącej przez Tarnobrzeg i Sandomierz. Interesowało nas to tym bardziej, że nasze biuro położone jest w odległości około 2-3 km od wałów ochronnych.

altWoda przybierała coraz bardziej, aż do momentu, gdy nadeszła kulminacyjna fala. We wtorek wieczorem uczestniczyliśmy jeszcze w grupie biblijnej, a do domu wróciliśmy późnym wieczorem. W lokalnej stacji radiowej słuchaliśmy bieżących komunikatów, a na popularnym, tarnobrzeskim forum sprawdzaliśmy informacje od internautów, którzy mieszkali bliżej Wisły. Generalnie informacje były poważne, ale nie tragiczne. W zasadzie wszyscy liczyli na to, że tej części Tarnobrzega i Sandomierza władze zalać nie pozwolą, a to ze względu na Hutę Szkła, która jest przecież największym pracodawcą w okolicy.

Jednak nie byliśmy do końca spokojni.

Ponieważ biuro i magazyn Ligi Biblijnej znajdują się na tej samej posesji, co nasz dom mieszkalny, gdzieś koło godziny 21 postanowiłem pójść do pomieszczeń biurowych i dla większego bezpieczeństwa przenieść dokumenty, sprzęt, literaturę na wyższe półki i na ustawione z palet podwyższenia. Pomagał mi starszy syn Janek, natomiast Natalia, moja żona, śledziła na bieżąco komunikaty w radio i Internecie. Pracowaliśmy całą noc.

Czy wały wytrzymają?
Czy warto robić taki bałagan? Czy przenosić to wyżej? A jeżeli nic się nie stanie, to będę musiał poświęcić wiele cennego czasu, aby to ponownie uporządkować… Takie pytania nieustannie kotłowały się w mojej głowie.

Do naszej świadomości nie docierało, co tak naprawdę może się wydarzyć. Owszem, modliliśmy się o to, aby Pan nas miał w opiece, ale również po cichu liczyliśmy, że „Huta nas uratuje”. 

W tym czasie przez naszą dzielnicę dwa czy trzy razy przejechał na sygnale samochód straży pożarnej informując przez megafon, aby być gotowym do ewakuacji. Jednak wezwania do ewakuacji wciąż jeszcze nie było. Nadal ustawialiśmy paczki z Nowymi Testamentami i Bibliami wyżej i wyżej. Wyobrażaliśmy sobie, że jeżeli nawet wał zacznie przeciekać, to wody będzie najwyżej po kolana. Biurka, krzesła, regały służyły za podstawki pod to wszystko, co chcieliśmy uratować. Nie mieliśmy nikogo więcej do pomocy (była noc) i pogodziliśmy się z tym, że prawdopodobnie nie uda się nam wszystkiego zabezpieczyć.

Natalia pracowała w domu. Ustawiała na wyższych półkach książki, dokumenty i to wszystko, co znajdowało się niżej: regały, kwiatki, sprzęt domowy…

altEwakuujcie się, bo wał został przerwany!
Wszystko zmieniło się o godzinie 4 rano. Do naszych drzwi zapukał jakiś człowiek. Powiedział krótko: zabierzcie co macie drogiego i ewakuujcie się, bo wał został przerwany!

A jak wysoko może sięgnąć woda? – zapytałem owego człowieka. Popatrzył na nasz dom, biuro i udzielił mrożącej odpowiedzi: jak dach będzie wystawał, będzie dobrze.

Dopiero w tym momencie zrozumieliśmy jak poważna jest sytuacja. Natalia rozpłakała się, a ja zrozumiałem, że nie mamy wiele czasu.

Mimo wczesnej pory, natychmiast zadzwoniłem do szwagra, który ma kilka samochodów dostawczych oraz do zaprzyjaźnionego misjonarza z USA, który dysponuje dużym vanem. Poprosiłem ich o pomoc. Najmłodszego synka szybko odwiozłem do centrum miasta i przy okazji zabrałem do pomocy Piotra, pracownika Ligi Biblijnej.

Pół godziny później rozpoczęliśmy ewakuację magazynu.

Na podstawione samochody ładowaliśmy w pośpiechu kartony pełne Biblii, Nowych Testamentów i zeszytów z kursami biblijnymi. Materiałów było sporo więc szwagier wezwał na pomoc jeszcze jeden samochód z jego firmy. Pracując prawie 3 godziny, i to w ciągłym deszczu, spakowaliśmy prawie cały magazyn, sporo dokumentów oraz sprzęt biurowy.

Potem wyszedłem na główną ulicę. Chciałem dowiedzieć się, ile czasu jeszcze pozostało. Woda jest jakieś 300 metrów od drogi i mamy maksymalnie 30 minut – odpowiedzieli strażacy.

Pracowaliśmy jeszcze szybciej i jeszcze mocniej, aby uratować jak najwięcej. Jakby w transie, nie zastanawiając się nad tym, że jeżeli woda przeleje się przez drogę, odetnie nam ucieczkę. Dwa z czterech samochodów były już pełne. Odstawiliśmy je na wyżej położoną drogę. W jednym z nich siedział szwagier, który zauważył, że woda dotarła już do drogi i zaczyna się gwałtownie podnosić. Ostatni sygnał, że nasz czas się skończył.

altCzas uciekać.
W ostatnim samochodzie było jeszcze trochę miejsca, więc zapełniliśmy je lodówką i kosiarką spalinową, tym, co stało przed domem. Zamknęliśmy dom, biuro i wystrzeliliśmy z posesji na główną ulicę.

Brudna, cuchnąca woda wielkim pędem płynęła wzdłuż drogi zalewając kolejne posesje, jednocześnie wciąż podnosząc swój poziom. Ruszyliśmy do centrum, aby woda nie odcięła nam drogi. Zawróciłem. Chciałem zrobić choć kilka zdjęć tego, co jeszcze pozostało. Niestety, woda zaczęła gwałtownie przelewać się przez drogę i z powodu zagrożenia straż nie pozwoliła już podjechać w pobliże domu.

Co czuliśmy? Ogromny smutek i bezradność, ale dziękowaliśmy Bogu, że zdążyliśmy na czas.

Przez następne 3 dni woda wdzierająca się przez 150 metrową wyrwę zalała całkowicie naszą dzielnicę Tarnobrzega, prawobrzeżną część Sandomierza, a 3 kolejne dzielnice Tarnobrzega poważnie podtapiając. Kilka dużych, okolicznych wsi również zostało zalanych. Na naszej posesji woda miała głębokość około 3 m!  

Gdy pierwsze emocje opadły, zaczęliśmy analizować to całe zdarzenie. Okazało się, że w naszej dzielnicy większość ludzi nie zdążyła ewakuować swojego dobytku.

Większość liczyła, że „Huta ich uratuje”. Kiedy przyszła woda, było za późno. Bardzo wiele osób czuło się tak pewnie, że tej nocy spało w najlepsze. Choć udało nam się obudzić naszych sąsiadów, to niestety, 3 inne osoby zginęły, zaskoczone wielką wodą.

Czuwajcie, abyście nie zostali nagle zaskoczeni – mówił Jezus
Ta cała sytuacja skłania do myślenia. Jest naprawdę wielką lekcją i przypomina o dwóch ważnych kwestiach, o których uczył Jezus. Po pierwsze przypomina, że jako chrześcijanie mamy czuwać cały czas, ponieważ nie znamy dnia ani godziny. Ci, którzy nie czuwają narażają się na to, że zostaną nagle zaskoczeni.

altMała informacja – olbrzymie skutki.
Po drugie, przypomina o tym, jak cenną rzeczą jest coś tak z pozoru błahego jak informacja!  Człowiek, który ostrzegł nas o przerwanym wale, przekazał krótką informację (okazała się prawdziwa) o możliwym poziomie wody i uratował magazyn literatury Ligi Biblijnej o sporej wartości. Pomijając fizyczną wartość Pism Świętych i materiałów do studiowania Biblii, uratował naszą służbę. Gdybyśmy nie zdążyli się ewakuować, odtworzenie stanu magazynu byłoby nie tylko czasochłonne, ale graniczyłoby z cudem.

Nie wiem, czy ten człowiek był świadomy do końca tego, co tak naprawdę robi, ale jest pewne, że swoje zadanie wykonał. W ciągu 30 sekund wpłynął na losy Ligi Biblijnej w Polsce. Niesamowite! 

Wierzę, że to Bóg postawił go na naszej drodze. To właśnie była Boża odpowiedź na naszą modlitwę o ratunek. To, że uwierzyliśmy owemu człowiekowi dziś niesamowicie procentuje i ufamy, że będzie procentowało każdego następnego dnia naszej służby.

Pomyślmy troszkę i zastanówmy się jak cenną informację posiadamy my! Ta powódź jest niczym w porównaniu z sądem, jaki nadchodzi na świat. Dzieląc się Ewangelią możemy uratować życie wielu ludzi!

Przez te kilka dni miałem już okazję rozmawiać z wieloma osobami i na przykładzie tej historii mówić o zawodnych ludzkich nadziejach na ratunek, o tym, że należy zaufać Słowu Bożemu i nie wmawiać sobie, że jakaś „huta” nas ocali.

Pokój i bezpieczeństwo jest w Jezusie
Spotykamy i spotykać będziemy jeszcze wiele załamanych osób. Będziemy chcieli im wszystkim nieść nadzieję płynąca ze Słowa Bożego. Chcemy też w miarę możliwości pomóc fizycznie i materialnie niektórym z nich. Wiemy, co czują, bo również sami straciliśmy na jakiś czas nasz dom. Mamy jednak coś, czego większość z tych ludzi nie posiada – pokój i bezpieczeństwo w Jezusie. Patrząc na nas sami to przyznają. Bogu niech będzie za to chwała.

Leszek Szuba

Liga Biblijna w Polsce
Aleja Warszawska 352
39-400 Tarnobrzeg

Podaruj teraz

Konto misyjne
PLN: Santander 59 1090 2750 0000 0001 3413 8560
EU: Santander PL 43 1090 2750 0000 0001 3413 8460
GBP: Santander PL 89 1090 2750 0000 0001 3413 8505
USD: Santander PL 31 1090 2750 0000 0001 3413 8482
SWIFT: SCFBPLPWXXX

© 2009 - 2020 Liga Biblijna w Polsce Polityka prywatności | Polityka cookies
realizacja medox.pl