© 2009 - 2020 Liga Biblijna w Polsce Polityka prywatności | Polityka cookies
realizacja medox.pl

imgKiedy wybierałam szkołę, nie chciałam żeby znajdowała się w Bytomiu. Wyjątkowo nie lubiłam tego miasta. Złożyłam papiery do Katowic i Chorzowa, ale ostatecznie ani tu, ani tu się nie znalazłam, bo nie było wystarczającej ilości kandydatów, żeby otworzyć klasę. Wbrew sobie wylądowałam w… Bytomiu. Wtedy nie widziałam jeszcze, że to, od czego uciekam zmieni może życie na zawsze.

Bałam się – że jako z natury osoba nieśmiała – ciężko mi będzie otworzyć się na nowe znajomości. Kilka dni później poznałam Justynę, a że łączyły nas wspólne zainteresowania, szybko się dogadałyśmy. Jeden tylko obszar był szczególnie drażliwy: Biblia i wiara. Wtedy bywało różnie. Ja zostałam przecież wychowana w tradycji rzymskokatolickiej – kiedy byłam mała chodziłam do kościoła. Potem przestałam, bo jeśli rodzice nie muszą – ja też nie. Zawsze byłam uzależniona od zdania mojej rodziny. Do kościoła chodziłam tylko wtedy, gdy miałam jakieś przebłyski i chciałam nagle zmienić swoje postępowanie, stać się lepszym człowiekiem. Potem znowu mi przechodziło. Ot, taka moja huśtawkowa duchowość.

W Pana Jezusa i to, że jest prawdziwy wierzyłam zawsze, ale nigdy na poważnie nie poprosiłam Go, żeby pokierował moim życiem. Myślałam też, że życie składa się z przypadków i że każdy musi sobie z nimi radzić sam. Bóg już od dawna chciał mnie wyprowadzić z tego błędnego myślenia, ale nie przypuszczałam, że to, co chce mi powiedzieć, znajduje się w Piśmie Świętym, a ten nieszczęsny Bytom i nowa koleżanka Justyna – są narzędziem w Jego rękach.

Justyna zaprosiła mnie na swoje urodziny. Odbyły się w nietypowym miejscu, bo… w jej kościele. Byłam ciekawa, jakich ma znajomych i co to w ogóle za ludzie. Weszłam do środka i byłam pod wrażeniem. Urodziny zdecydowanie inne niż te u moich koleżanek, a kiedy zaczęliśmy śpiewać chrześcijańskie piosenki byłam konkretnie zdziwiona. Jeszcze bardziej po tym, jak każdy po kolei modlił się na głos, i to własnymi słowami! Zaintrygowało mnie to, że są na tym świecie ludzie, w moim wieku, którzy do dobrej zabawy nie potrzebują super gadżetów i alkoholu. Nie byłam propagatorką hucznych imprez i raczej ceniłam sobie spokój, dlatego urodziny Justyny całkiem, całkiem wpasowały się w moje „ramki”. Po urodzinach – choć z decyzją wahałam się trochę – wylądowałam na klubie młodzieżowym. Było fajnie.

Noworoczne postanowienie

Na koniec roku – jak większość ma w zwyczaju – robiłam sobie noworoczne postanowienia. Jedno z nich brzmiało: w tym roku chcę się nawrócić! Tak, wiem… Wielu teraz może szeroko otwiera oczy i myśli: „co za kosmos”, ale dokładnie tak było. Tyle, że znów włączył mi się stary mechanizm: jeśli chcesz relacji z Bogiem – musisz iść do kościoła!

Nie długo po wejściu w nowy rok Justyna zaprosiła mnie do swojego domu, jak to mówiła: na ciekawą podróż po Ewangelii Jana. Wspomniała, że dostanę jakiś przewodnik, który poprowadzi mnie do Boga, a jeśli mi się nie spodoba, to w każdej chwili mogę zrezygnować. Miałam delikatny opór, ale w końcu się zgodziłam. Pierwszy raz w domu Justyny, pierwszy kontakt z jej rodziną i pierwszy bezpośredni kontakt z Ewangelią Jana. Podobało mi się, więc pomyślałam – będę to kontynuować. Innego zdania byli moi rodzice, choć początkowo nie przywiązywali do tego wielkiej wagi. Od czasu do czasu bywałam gościem na tutejszym nabożeństwie. Pan Irek (Tata Justyny) podczas spotkań przy Ewangelii Jana tłumaczył mi, że jeśli naprawdę chcę zmienić swoje życie, muszę zaufać Jezusowi i prosić Go o ratunek. I tak zrobiłam. Któregoś dnia powiedziałam w sercu: Panie Jezu, uratuj mnie i prowadź mnie Swoją drogą.

W drodze do uczniostwa

W trakcie nabożeństw na które chodziłam teraz częściej, dostawałam wiele odpowiedzi. Nauczyłam się na przykład, że szatan jest bardzo dobrym psychologiem, wie jak zmanipulować człowieka i jak spychać go na „bocznicę”. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, jak ważne to były dla mnie odkrycia. Kiedyś myślałam, że ma rogi, ogon, widły i czeka w piekle na złych ludzi. Teraz, kiedy poznawałam Słowo Boże, miałam na własnej skórze doświadczyć, jak bardzo realny to przeciwnik i jak mocno atakuje.

Przyszły momenty, że chciałam się już wycofać. Rodzice zaczęli zauważać, że jakoś oddalam się od „rodzinnej reLigi” i co mogli, to robili. Rozumiem, martwili się o mnie i ostatecznie użyli mocnego narzędzia: „Jeśli zmienisz wyznanie, wiedz, że wyrzucimy cię z domu!” – oznajmili. Opanował mnie taki strach, że zapewniałam ich i siebie: „nie, nie zmienię wyznania”, ale w swoich myślach przez cały czas wołałam: „Panie, ratuj… prowadź mnie… nie wiem którędy iść… Proszę, odpowiedz mi, co mam robić, żeby było to zgodne z Twoją wolą!”. Kolejne spotkania przy Janie uświadamiały mi, że Jezus przy mnie JEST i nie mogę się bać. Na jednym z nabożeństw w kościele Justyny byłam świadkiem chrztu. Usłyszałam, wtedy, że przeciwnik będzie robił wszystko, co w jego mocy, byśmy nie oddali świadectwa Bogu i nie poszli za Nim na całego. Choć nie żyję długo, wiele razy mogłam się przekonać, że to prawda.

Rodzina wytrwale pracowała, żeby zmienić mój nowy kierunek, a ja cały czas prosiłam Jezusa, żeby mnie podnosił, trzymał, żebym tylko nie zwątpiła, nie zbłądziła z Jego drogi. Kiedy czytałam Słowo Boże odkrywałam, że prawdziwy chrześcijanin będzie przechodził rozmaite próby. Kiedyś kłóciłam się z rodzicami używając tego samego co oni języka. Teraz też czasami się sprzeczamy, ale pomimo wszystko, dzięki Bożemu Słowu, mam więcej szacunku dla rodziców. Bóg mnie tego uczy. Zaczęłam więcej pomagać w domu, częściej mówię, że ich kocham i że nigdy się od nich nie odwrócę. Lepiej rozumiem swoją rolę. Kiedyś było to abstrakcją.

Któregoś dnia Tato stanowczo oznajmił: „Jeśli myślisz o jakimś chrzcie, to możesz to sobie wybić z głowy!”. Rzeczywiście myślałam, a tu kolejna gruba ściana. Jednak, jeśli czytasz Boże Słowo, musisz być posłuszna, więc pomimo tego odważyłam się powiedzieć w domu, że chce dać świadectwo wiary Jezusowi i ochrzcić się. „Ty już jesteś ochrzczona!” – odpowiedzieli, ale nie poddawałam się: – „ja osobiście muszę wyznać wiarę w Jezusa, nie mogliście tego zrobić za mnie, kiedy byłam małym dzieckiem”. Modliłam się z całych sił, żeby Bóg mnie wspierał, a rodzice ostatecznie dali mi prawo wyboru. Z potępianiem ze strony rodziców zmagałam się bardzo długo. W tym czasie nie tylko podjęłam decyzję o chrzcie, ale też poszłam na ryzyko i zapytałam Tatę, czy byłby gotów pojechać ze mną. Odmówił, a ja w środku wołałam do Jezusa. Powiedziałam „amen”, a Tato zapytał mnie: „Czy rzeczywiście sprawi ci to tak wielką radość?” – Tak, byłabym szczęśliwa, gdybyście oboje byli ze mną w tym ważnym dniu! Choć bardzo sceptyczny, to jednak był na moim chrzcie. To był dla mnie prawdziwy cud i prezent od Boga. Dziękuję Mu za to, że się nade mną zlitował, ale wiem i jestem przygotowana na to, że przeciwnik nie skończył ze mną. Będzie atakował przez cały czas mojej wędrówki za Jezusem, ale chcę zaufać Mu do końca.

Panie, proszę Cię, byś trzymał mnie za rękę i oczyszczał moje myśli, bym mogła słyszeć Twój głos i nie dała się zwieść nieprawdziwym naukom. Bądź za wszystko uwielbiony, bo tylko Ty jesteś godny wszelkiej czci i chwały. Amen”. Siebie samą i moją rodzinę powierzam też Waszym modlitwom. Ewelina.

Liga Biblijna w Polsce
Aleja Warszawska 352
39-400 Tarnobrzeg

Podaruj teraz

Konto misyjne
PLN: Santander 59 1090 2750 0000 0001 3413 8560
EU: Santander PL 43 1090 2750 0000 0001 3413 8460
GBP: Santander PL 89 1090 2750 0000 0001 3413 8505
USD: Santander PL 31 1090 2750 0000 0001 3413 8482
SWIFT: SCFBPLPWXXX

© 2009 - 2020 Liga Biblijna w Polsce Polityka prywatności | Polityka cookies
realizacja medox.pl