© 2009 - 2020 Liga Biblijna w Polsce Polityka prywatności | Polityka cookies
realizacja medox.pl

lbW zeszłym roku minęło 20 lat od dnia, w którym wyznałem Jezusa swoim Panem i Zbawicielem. Dwadzieścia lat zaangażowania w Kościele. Dwadzieścia lat udziału w nabożeństwach, ewangelizacjach czy studiach biblijnych. Jednak tych dwadzieścia lat nie wystarczyło, aby dotrzeć z Ewangelią do moich bliskich: Rodziców i Dziadziusia, z którym zżyty byłem od dzieciństwa.

Wychowywałem się w domu wielopokoleniowym, więc dziadkowie byli zawsze koło mnie a szczególnie Dziadziuś, którego pasje, którymi mnie zarażał, ukształtowały w głównej mierze to, kim jestem dzisia. Kiedy nawróciłem się będąc na pierwszym roku studiów, Rodzice i Dziadziuś (Babcia niestety wcześniej zmarła) nie robili mi żadnych wyrzutów ani w żaden sposób nie utrudniali mi uczestnictwa w życiu Kościoła. Jednak swe serce skutecznie zamykali przed Ewangelią, którą w mniej lub bardziej udolny sposób próbowałem się z nimi dzielić. W międzyczasie założyłem rodzinę i przeprowadziłem się do własnego domu. Mój Dziadziuś zamieszkał z nami. Łączyła nas prawdziwa przyjaźń i cieszyliśmy się chyba obaj, że możemy nadal mieszkać pod jednym dachem.

Dziadziuś konsekwentnie odrzucał wiarę w Boga. Jego przekonania ukształtowane przez lata socjalistycznej propagandy pozostawiły trwały ślad w jego światopoglądzie. Nie wierzył w istnienie Boga i ufał, że nauka wyjaśni wszystkie nurtujące jeszcze ludzkość wątpliwości natury egzystencjalnej.

Czas mijał, a Dziadziuś z każdym dniem starał się coraz starszy. Cały czas zachowywał pełnię sprawności, wiec kres jego dni zbliżał się w sposób dla nas zupełnie niedostrzegalny. Dopiero w poprzednim roku, kiedy na wiosnę Dziadziuś zasłabł zostaliśmy porażeni straszliwą diagnozą – nowotwór i to bardzo już rozwinięty. Dziadziuś dożył 90-lat. Sędziwy wiek, można pomyśleć, ale żaden wiek nie jest dobry na umieranie. Kolejnych kilka miesięcy (Dziadziuś zmarł wczesną jesienią) naznaczonych było cierpieniem całej rodziny. Sam osobiście przeżywałem w swoim sercu innego rodzaju dramat. Wiedziałem, że muszę świadczyć mu o potrzebie upamiętania się i nawrócenia, ale nie mogłem się na to zdobyć. Wydawało mi się, że mówiąc to mówiłbym jednocześnie „umierasz…” a na to nie potrafiłem się zdobyć. Ten strach paraliżował mnie skutecznie. Im dłużej zwlekałem, tym większe czułem wyrzuty sumienia. Jednak wierność Pana i jego miłosierdzie dalece większe są niż nasze słabości. Biblia uczy nas, że kiedy my nie będziemy świadczyć o nim, kamienie zrobią to za nas.

Pewnego razu, kiedy odwiedzałem z żoną Dziadziusia w szpitalu, powiedział mi, że miał intrygujący go sen -  sen, który ciągle mu się powtarza (ze względu na osłabienie, przesypiał już sporą część dnia).

Śniło mu się, że odwiedzają jego salę różne osoby, troszczą się o niego, rozmawiają o nim zatroskane między sobą.

- No cóż – odpowiedziałem, niewiele się zastanawiając – widocznie dobry Bóg pozwolił Ci widzieć rzeczy, których niedane jest widzieć zwykłym śmiertelnikom. Może te osoby to nasi przyjaciele którzy się o Ciebie modlą?

Mniej więcej miesiąc później, już w domu, Dziadziuś powiedział mi, że sen się zmienił (ja zdążyłem już o nim zapomnieć…).

- Dzisiaj śniło mi się – mówił – że jestem w wielkiej sali, w której stał bardzo długi stół. Ja siedziałem na jego końcu a po obu jego stronach siedzieli jacyś obcy ludzie. Na drugim końcu tego stołu, na podwyższeniu, siedział ktoś, ale z tak daleka nie mogłem dostrzec kto. Wstałem więc i podszedłem bliżej. Kiedy go w końcu zobaczyłem, zapytałem: czy to ty Jezu?

W oczach Dziadziusia pojawiły się łzy. Mnie kompletnie zatkało, nie byłem w stanie wypowiedzieć nawet słowa. Patrzyliśmy tak na siebie z oczami pełnymi łez przez dobrą chwilę. Wreszcie Dziadziuś przerwał mówiąc, że chciałby porozmawiać z moim księdzem. Zadzwoniłem więc po pastora i tego samego wieczoru byłem świadkiem tego, jak mój Dziadziuś oddaje swoje życie Jezusowi, wyraża skruchę i pokutuje za grzechy. W końcu, jak oddaje życie Jezusowi. Rozstąpienie się wód Morza Czerwonego wydaje mi się igraszką w porównaniu do tego, czego wtedy doświadczyłem. Wkrótce potem Dziadziuś zmarł.

Jednak tych kilka dni, przez które chodził tu na ziemi z Chrystusem były tak ważnym świadectwem dla mojej Mamy, że wkrótce potem otworzyła się przed nami. Bardzo chciała poznać tą tajemnicę, która tak odmieniła jej syna oraz jej ojca. Była gotowa się uczyć. Niezwykle pomocne okazały się w tym momencie materiały projektu Filip. Moja żona rozpoczęła z nią spotkania przy Odkryj Życie, a następnie przy kolejnych częściach kursu biblijnego. Obecnie kończą Odkryj Cel, a w międzyczasie moja Mama stała się moją… siostrą w Chrystusie, wyrażając swoją decyzję w Chrzcie Wiary! Tata zwlekał jeszcze przez kilka miesięcy, ale jak sam powiedział, nie sposób było nie dostrzec przemiany, jaka dokonuje się w jego żonie. Zadeklarował, że także chce czytać Biblię, chociaż nie wie jak. Przestudiowaliśmy już razem Odkryj Życie. Przy każdym spotkaniu, kręcił z niedowierzaniem głową, mówiąc, że w życiu nie domyśliłby się, że w Biblii napisane są takie rzeczy. Z tygodnia na tydzień utwierdza się też, że zrozumienie Pisma Świętego, nie jest takie trudne. Zaczyna nawet czytać sam, przychodząc do mnie z różnymi pytaniami. Obecnie pracujemy z Odkryj Pokój. Dziękuję Bogu za jego Łaskę i Miłosierdzie, jakie rozpostarł nad moją rodziną i z nadzieją patrzę w przyszłość. A Mama? Ostatnio coś przebąkuje, że chciałaby Odkryj Życie przerobić ze swoją siostrą – moją ciocią. Boi się, czy sobie poradzi.

Poradzi sobie… z Bożą pomocą poradzi sobie na pewno!

Liga Biblijna w Polsce
Aleja Warszawska 352
39-400 Tarnobrzeg

Podaruj teraz

Konto misyjne
PLN: Santander 59 1090 2750 0000 0001 3413 8560
EU: Santander PL 43 1090 2750 0000 0001 3413 8460
GBP: Santander PL 89 1090 2750 0000 0001 3413 8505
USD: Santander PL 31 1090 2750 0000 0001 3413 8482
SWIFT: SCFBPLPWXXX

© 2009 - 2020 Liga Biblijna w Polsce Polityka prywatności | Polityka cookies
realizacja medox.pl